DB5

DB5

Aston Martin DB5 w Skyfall to coś więcej niz tylko sentymentalny powrót do przeszłości. To optymistyczny znak czasów

Cholernie duży statek – odpowiada przewrotnie 007 na tendencyjne pytanie Q, co widzi na XIX-wiecznym obrazie Williama Turnera The fighting Temeraire. Scena w londyńskim National Gallery nie jest jedynym odniesieniem w Skyfall do tematu przemijania, tak refleksyjnego i brytyjskiego odcinka sagi Bonda jeszcze nie było. Ale mniejsza o upływający czas, są rzeczy sprawdzające się pomimo wypierającej sile nowości. W tym samochód, który darzę szczególnym sentymentem i który ponownie wrócił do służby Jej Królewskiej Mości – Aston Martin DB5.

Skyfall to apoteoza brytyjskości w najlepszym tego słowa znaczeniu. Także motoryzacyjnym

Od momentu kiedy DB5 pojawił się w Goldfingerze, żaden inny samochód Bonda nie pasował mi tak bardzo do jego charakteru i stylu, a także do… tytułowego motywu muzycznego Monty’ego Normana. W szczególności do Connery’ego, późniejsze nieudane wizerunkowo mariaże Jamesa z niemiecką motoryzacją (np. BMW 750 z Jutro nie umiera nigdy) czy amerykańską (Ford Mustang z Diamenty są wieczne) były tylko tego potwierdzeniem. Być może atletyczna sylwetka Craiga nie pasuje już do klasycznej bryły DB5 i dużo lepiej wpasowuje się do szerokich foteli kubełkowych w DBS, ale nowoczesnym Astonom brakuje tego, co od początku było wizytówką agenta 007. Country – England, Gun – Shot, Murder – Employment. Dodałbym jeszcze Omega Seamaster – DB5. Oczywiście w jedynie słusznym kolorze Silver Birch (tłum. srebrna brzoza).

Do żadnego następnego Bonda DB5 nie pasował tak idealnie jak do Connery’ego

Symbolika DB wywodzi sie od inicjałów założyciela fabryki mieszczącej się przy Tickford Str. w Newport Pangell Sir Davida Browna. Zanim w 63 r. na drogi wyjechał DB5, mineło 15 lat, a wszystko zaczęło się od 2-drzwiowego roadstera Aston Martin 2-Litre Sports. To on zapoczątkował charakterystyczną linię nadwozia z wypukłymi cylindrowatymi błotnikami, okrągłymi przednimi światłami i długą maską kryjącą przez dłuższy okres rozwoju modelu rzędowe silniki. A skoro o silnikach mowa, to mamy także my, Polacy, wkład w dorobek inżynierski linii DB.

Protoplastą linii modelowej DB był Aston Martin 2-Litre Sports

Gdyby chcieć wymienić naszych Rodaków, dzieki którym Anglia wygląda dzisiaj tak, jak wygląda, to zaraz po Witoldzie Paszkiewiczu należałoby przywołać Tadka Marka, polskiego inżyniera (a także kierowcę rajdowego), który przed II WŚ wyemigrował na Wyspy, by tam pracować nad rozwojem silnika w czołgu Centurion. Tuż po wojnie znalazł zatrudnienie w zakładzie Aston Martin. W 58 r. nowy Aston DB4 został wyposażony w „kwadratowy”, 6-cio cylindrowy rzędowy silnik stworzony właśnie przez „Tadka”. Kolejne iteracje tego samego bloku silnika (różniącego się głównie rosnącą pojemnością) napędzały kolejno DB5, DB6 a nawet DBS. Ale rzędowa szóstka nie była jedynym wkładem Marka w brytyjska motoryzację. Aż do przełomu wieków to własnie jego widlasta ósemka odpowiedzialna była za męski, gardłowy dźwięk modelu V8 Volante/Vantage.

Aston Martin zawdzięcza Tadkowi coś więcej niż silniki. To co przychodzi najtrudniej i czym brytyjczycy chwalą się w nowym Bondzie – legendą marki

W latach 63-65 DB5 rywalizował m.in. z Ferrari 275, Lamborghini Miura, Maserati Mistral czy Alfa Romeo Giulia. Nawet w tym towarzystwie był jako jedyny materializacją szlachetnego męstwa, wizytówką dżentelmena, który bez skrupułów pociągał za spust. Twardziela, ale romantyka, który dostrzegał i kontestował piękno otaczającego świata, o czym świetnie pisał w swoim artykule GG. Choć dojrzewałem już w erze V8 Vantage, nigdy nie robiły na mnie takiego wrażenia jak właśnie DB.

Aby uzyskać dźwięk porównywalny z DB5, Miura potrzebowała aż dwunastu cylindrów i czterech gaźników

Z tym większym entuzjazmem przyjąłem scenę, kiedy po odsunięciu blaszanych drzwi z ciemności starego garażu wyłonił się właśnie DB5, z katapultą na fotelu pasażera i karabinami wysuwajacymi się z charakterystycznego grilla. Kiedy parkuje na poboczu wyżynnej drogi gdzieś w okolicach Glencoe w Szkocji (tam według powiesci Iana Fleminga miesciło się Skyfall), na tle zalanej mgłą przełęczy mieniącej się wszelkimi odcieniami brązu, stojąc w szarym garniturze falconer super slim fit Toma Forda z kontrowersyjnie odpietym jednym z guzików u rękawów i gładką prezydencką poszetką w kolorze niespotykanej wcześniej koszuli tab collar jest najwspanialszą inkarnacją Bonda, z jaką miałem dotychczas do czynienia. Łączy to co klasyczne, z tym co nowoczesne, nawet ciut wyłamujace się z kanonów dobrego gustu, ale tylko po to, by stworzyć nowy trend.

Nowy Bond łamie trendy, ale potrafi dostrzec to co najlepsze w tradycji

Old dog, new tricks – taki Bond mi się podoba. Zwraca uwagę na to, co najlepsze w nowoczesności i najcenniejsze w tradycji; dlatego nie mogło zabraknąć Aston Martina DB5. A to cieszy, szczególnie teraz w czasach upadku dobrej rozrywki.