Jak radio

Jak radio

Jeździj regularnie. Bez celu. Po to się tak starasz, aby móc to robić.

U podnóża gór Velebit, w miejscowości Smiljana w Chorwacji, stoi mały biały niepozorny domek. 10 lipca 1856 roku przyszedł tam na świat Nikola, syn prawosławnego prezbitera. Gdyby nie presja nauczyciela, który w młodym Nikoli dostrzegł talent inżynierski i wysłał na politechnikę do Grazu, skończyłby podobnie jak ojciec odprawiając msze dla miejscowych dewotek. Szybko okazało się, że naukowa inwencja Nikoli wykraczała daleko poza zastaną przez siebie epokę, a kolejne wynalazki począwszy od prądnicy prądu przemiennego, baterii słonecznej, dynama rowerowego aż po radio, wprowadzały XIX-wieczny świat do nowej, zaawansowanej technologicznie epoki. Jak na ironię losu dopiero po jego śmierci świat uznał, że nazwisko Tesla powinno zostać zapisane w poczet największych naukowców XX wieku.

Największym odkryciem Tesli okazała się jednak potęga jego fantazji i odwaga, aby wcielać ją w rzeczywistość. Zupełnie jak grupa inżynierów z Doliny Krzemowej, która w 2003 r. przyjęła za punkt honoru stworzenie pierwszego elektrycznego samochodu, który spędzi sen z powiek pasjonatów. I udało się, z czym zgadzają się nawet najbardziej zagorzali zwolennicy „śmierdzącej” motoryzacji. Zgodziliśmy się także my, widząc jak zielony roadster odchodzi na torze od jednego z najszybszych produkowanych obecnie supersamochodów świata.

Jeśli chcesz o sobie powiedzieć, że w supermotoryzacji spróbowaleś już wszystkiego, spróbuj Tesli. Dobrze Ci radzę. Ponieważ bez względu na to, z ilu motoryzacyjnych pieców jadłeś, ile niutonometrów wciskało Cię w fotel i koni mechanicznych rozpędzało do prędkości maksymalnej, to na pewno nie doświadczyłeś niczego, co chociażby zbliża się do sterylności osiągów i paranormalności doznań w elektrycznej Tesli.

Fenomen amerykańskich inżynierów pracujących nad Teslą polega jednak na czymś innym. Podobnie jak na początku XX wieku wielki imiennik, samochód ten umiejętnie połączył najlepsze osiągnięcia epoki, żeby stworzyć coś nowego, wyznaczającego nowe horyzonty. W tym przypadku są to efektywność napędu elektrycznego (skuteczność silnika w Tesli to 90%) i genialna konstrukcja podwozia Lotusa Elise, który od lat dzierży miano jednego z najlepiej prowadzących się samochodów świata. Oczywiście i ta róża nie jest bez kolców, można przyczepić się do ciężkiego silnika i pogorszonego w stosunku do Elise prowadzenia, notorycznego przegrzewania silnika przy ostrzejszej jeździe, zasięgu na „baku” gorszego niż w Gallardo i nieadekwatnie wysokiej ceny. Ale jeśli potraktujesz Teslę jako motoryzacyjny smaczek, zabawkę do dostarczania specyficznej przyjemności z jazdy – czyli tym czym jest naprawdę – to okaże się nagle, że to jeden z najlepszych współczesnych supersamochodów. Którego przełomowość poznamy dopiero z czasem, podobnie jak wynalazki Nikoli Tesli.

Kamil / Supercar Club Poland