Trzysta przyjemność

Trzysta przyjemność

Szczerze mówiąc mniej pewnie czuję się jako pasażer polskiej kolei

Moje samochodowe wyprawy służbowe do Niemiec zawsze miały plusy i minusy. Plusy zaczynały się tam, gdzie kończyły minusy, czyli w Świecku. Na zachód od Odry, na 60 km odcinku do obwodnicy Berlina, poznałem ostatnio kolejny z nich – prędkość 300 km/h. I jestem w szoku.

Sprawcą szoku jest 911-tka. Mówi się czasem, że samochody są takie, jak kraje, z których się wywodzą. I bez wątpienia takim jest Porsche – perfekcyjne w obszarze swoich zastosowań. Kiedy dociera do prędkości, do niedawna abstrakcyjnej dla aut drogowych, nie dzieje się nic. Poza przyspieszonym biegiem zdarzeń za szybami i ciut głośniej pracującym silnikiem nie sposób uwierzyć, że w każdej sekundzie pokonuje się 80 metrów… Nie jestem kierowcą wyścigowym, boję się za dużej prędkości i rzadko z taką jeżdżę, ale tutaj czułem się absolutnie pewien tego, co robię (kolejna sprawa to niemiecka infrastruktura drogowa…).

Tak jak nie jest problemem stworzyć samochód, który osiągnie trójkę z przodu, tak problemem jest zrobić to tak, aby można było jechać z taką prędkością. W Porsche, przede wszystkim, uderza łatwość, z jaką do niej dochodzi, praktycznie cały czas wciskając w fotel. Powyżej 250 km/h, kiedy nawet M5 ulega już oporom powietrza, 911 po prostu jedzie dalej. Fajne jest to wrażenie, że samochód subiektywnie tak samo mocny po prostu wkracza w inną rzeczywistość i chce jechać wtedy, kiedy ten drugi już nie chce.

Prozaiczna sprawa – widoczność na zewnątrz i światła. W Porsche przemyślano nawet głupie słupki boczne, aby dawały komfort monitorowania kątem oka sytuację na poboczu. Wiele, również supersamochodów, cierpi na zbyt szerokie słupki, które przeszkadzają nawet w powolnych skrętach w ruchu miejskim. Światła? Jechałem wieczorem, zaczynał się zmierzch, ale nawet na moment nie potrzebowałem używać długich świateł. Nie wiem jak to zrobili, ale światła w 911 doświetlają równie dobrze pobocze, co środek drogi. Deska rozdzielcza nie rozprasza w ogóle, co prawda daje możliwość wyłączenia kontrolek, ale nawet to nie jest potrzebne. Proste niemieckie myślenie – wsiadasz do auta zdolnego jechać 300 km/h, nic więc nie może Cię rozpraszać. Da się?

Kolejna sprawa to dźwięki wewnątrz, a raczej ich brak, pomimo szyb bez ramek. Ale prawdziwy kunszt konstrukcyjny widać dopiero w stabilności jazdy. Znam samochody, uchodzące za sportowe, które wydają się mniej stabilne nie dochodząc jeszcze do 200 km/h. Przy bardzo wysokiej prędkości czuć dodatkowy docisk aerodynamiczny. Nie ma uczucia lekkiej kierownicy, jak po wjechaniu na śliską nawierzchnię, a korekty toru jazdy odbywają się bez opóźnienia. Jak po szynach.

Ech… Lepiej! Szczerze mówiąc mniej pewnie czuję się jako pasażer polskiej kolei na głównej magistrali.

911 Turbo jest jak kompozycje Straussa, które najczęściej słucham w długiej trasie. Nie skomplikowane i wpadają w ucho nawet takiego laika jak ja. Ale relaksują, czyli są skuteczne. Chapeau bas Panowie!

Witold / Supercar Club Poland