Tyson w garniturze

Tyson w garniturze

To nie dystyngowane coupe – to ucywilizowana maszyna wyścigowa

Nissan GT-R wywrócił do góry nogami świat supersamochodów. Pojawił się z nikąd (konstruowany od zera) i rzucił wyzwanie, że będzie szybszy niż 911 Turbo, kosztując o połowę mniej. Dotrzymał słowa – w rękach Toshio Suzuki, fabrycznego kierowcy Nissana – pokonał w 2009 r. Nurburgring w 7:26 i w rok później, w poliftingowej 530-konnej wersji, w 7:24. To był nokaut. GT-R zmiażdżył konkurencję, pokonał nie tylko 911 Turbo (7:40), ale także liczne hypersamochody – m.in. Koenigsegg CCR (7:34), Pagani Zonda F (7:33) czy Porsche Carrera GT (7:32). Pojawiały się liczne spekulacje podważające te wyniki – że GT-R jechał na nieseryjnych oponach, że nie był seryjny itp. Jakkolwiek było, jedno stało się jasne – Japończycy skonstruowali potwora. Marzeniem petrolheadów na całym świecie stało się sprawdzenie, jak jeździ ta niesamowita maszyna.

Jak więc jeździ?

Trudno to opisać, tego trzeba doznać. Jak żaden inny samochód GT-R potrafi naginać fizykę i zakrzywiać czasoprzestrzeń. To wrażenie znają tylko kierowcy Lancerów Evo – samochód nie ma prawa tego zrobić, ale to robi. Skomputeryzowany układ napędu na wszystkie koła wszędzie znajduje przyczepność tylko sobie (a raczej japońskim inżynierom) znanymi sposobami. Zawsze i wszędzie ma nadmiar mocy i doładowanego momentu – katapultuje się z zakrętów z siłą porównywalną z uderzeniem w tył przez rozpędzonego TIRa. Pełny gaz nawet na trzecim biegu daje wiele do myślenia komputerom odpowiedzialnym za trakcję. Dwusprzęgłowa skrzynia zmienia biegi tak szybko, że nawet na mgnienie oka nie przerywa przyspieszania. Jazda z pełnymi osiągami jest niemal fizycznie bolesna – przeciążenia zbliżają się do granic tolerancji organizmu. Reakcje na skręt są tak szybkie, że GT-R nie może być wyposażony w aktywne doświetlanie zakrętów – żaden system nie nadąża za jego zmianami kierunku. Jeździe towarzyszy całe spektrum doznań rodem z samochodu wyczynowego – huczące dyfry, przeskakujące szpery, stukająca skrzynia, wibrujący wał, odgłosy uderzających o podwozie kamyków, jakby był pozbawiony wygłuszenia. To nie jest dystyngowane coupe – to ucywilizowana maszyna wyścigowa.

W prowadzeniu wymaga twardej ręki niczym bulterier – jeśli pozwolisz mu na zbyt wiele, wymknie się z pod kontroli i zacznie gryźć. Trzeba być stanowczym i konsekwentnym – jeśli nie jesteś pewien swego, nie żądaj tego, czego możesz żałować. On da sobie rade, ale czy Ty dasz…

Na pierwszy rzut oka można nie dostrzec jego charakteru – wygląda całkiem elegancko. Może jest nieco większy i trochę bardziej kanciaty niż pozostałe auta, ale nie zdradza agresji. Czyżby? Popatrz dokładniej. Te wszystkie przetłoczenia, spoilery, wloty i wyloty, 20-calowe koła. Jest jak Mike Tyson w garniturze – pozornie elegancik. Ale gdy zaczniesz się przyglądać, zobaczysz supły twardych jak skała mięśni pod szlachetnym materiałem, zdeformowany nos, odgryziony kawałek małżowiny, wychodzący spod kołnierzyka tatuaż. Sękate dłonie zdradzają tysiące godzin z ciężarami a liczne blizny setki bójek. Gdy spotkasz jego spojrzenie – dziki wzrok drapieżcy – oblejesz się zimnym potem. Jeśli go sprowokujesz, ostatnią rzeczą, jaką zapamiętasz, będzie błysk złotych zębów – zanim Cię znokautuję pierwszym ciosem, uśmiechnie się. Agresja to jego natura. Nie zmieni tego garnitur od Armaniego.

Jeśli go sprowokujesz, ostatnią rzeczą, jaką zapamiętasz, będzie błysk złotych zębów

Kamil / Supercar Club Poland